NaviExpert

Pobierz i testuj za darmo!

Pobierz

15.12.2011

Kolejni nagrodzeni kubkami korkosfera.pl

Spóźnienia przez korki

Prezentujemy Wam kolejne nagrodzone historie – łącznie aż 13 (wybrane od 13 do 15 grudnia). Jeśli jeszcze nie wysłaliście swojej historii zróbcie to koniecznie teraz ponieważ do zamknięcia I etapu pozostało zaledwie kilka godzin! By wziąć udział w konkursie musicie wypełnić ankietę i opisać historię związaną ze spóźnieniem . W puli znajduje się aż 61 nagród w tym telefon Samsung Wave oraz 20 pakietów świątecznych NaviExpert! Zapraszamy do zabawy 🙂

Przypominamy, że nagrodą dla autorów opublikowanych historii jest kubek korkosfera.pl zaś 20 najlepiej ocenionych przez naszych fanów anegdot otrzyma także swiąteczny pakiet NaviPlan Polska 12 miesięcy!

Nagrodzone historie (czwartek, 15 grudnia)

Zacząłem uczęszczać na spotkania pewnej grupy osób. Aby ją zintegrować, a mieliśmy grupowego maila, postanowiłem przed „oficjalnym” spotkaniem zaproponować wypad na małe piwko. Otrzymałem odpowiedz od jednej, nieznanej mi dziewczyny, że chętnie się pojawi. Pech jednak chciał że uciekł mi autobus a kolejny nie pojechał. Gdy dotarłem na spotkanie spóźniony 30 minut, okazało się ze oprócz nas na spotkanie wybrał się jeszcze jeden kolega. Dziewczyna spodobała mi się od pierwszego spojrzenia, jednak jak się okazało później te 30 minut wspólnego „czekania” na mnie zapoczątkowało Ich spotykanie się. Chodziłem pół rok jak struty, wciąż w głowie kłębiło się pytanie, czy gdybym był na czas historia nie potoczyłaby się inaczej. Dziś jestem już w szczęśliwym związku, jednak to spóźnienie na długo zapisało się w mojej pamięci.
Wojciech

W dniu 31 sierpnia 2011 roku jechałem do pracy jak zawsze metrem, ale ruszanie z kolejnych stacji zajmowało coraz więcej czasu postój się wydłużał. Ostatecznie na Polu Mokotowskim maszynista stwierdził, że dalej nie pojedzie i poprosił o opuszczenie składu z przyczyn technicznych. Niektórzy pasażerowie próbowali się dowiedzieć, czy i za ile ruch zostanie wznowiony lub ewentualnie czym gdzie dojechać. Ja nie marnowałem czasu na takie rzeczy i poszedłem na przystanek tramwajowy, aby nadal kontynuować podróż. Gdy wyszedłem na przystanek jak raz jechał więc wsiadłem do niego. tym sposobem podjechałem do miejsca gdzie mogłem się przesiąść już we właściwy tramwaj, który zawiezie mnie do biura. Na ten też długo nie czekałem, ale w momencie kiedy mijałem przystanek, na który zazwyczaj wsiadam do tramwaju tej linii do godziny rozpoczęcia pracy brakowało 4 minuty. Tramwaj prowadziła niestety mało ostrożna osoba, która na trzecim przystanku od celu tak przyhamowała przed pasami dla pieszych, mimo że wcześniej jest ograniczenie prędkości i informacja oprzejściu dla pieszych, że znalazłem się na szybie drzwi prowadzących do kabiny. Zwróciłem stosowną uwagę, ale pani ponownie zatrzymując się już na przystanku też zahamowała dosyć mocno. Twierdziła coś, że mogę usiąść itd., ale gdybym mógł to bym to zrobił. Przed drugim od końca trasy sytuacja się powtórzyła. Jednak tym razem pani zrobiła przedstawienie. Zatrzymała tramwaj, otworzyła pierwsze drzwi i wysiadła z kabiny przez swoją połówkę i kazała mi wysiąść. Dalszą część podróży odbyłem na piechotę. Ostatecznie spóźniłem do pracy się 20 minut, ale z tym nie było problemu, bo mogłem odpracować te godziny.
Michał

Było to w czasie mojego studiowania, pracowałem i studiowałem zaocznie. Na uczelnię dojeżdżałem 60 km. Pewnego Niedzielnego poranka wyjechałem na uczelnię jak zwykle spóźniony, pomimo mojego spóźnienia i pośpiechu żeby zdążyć na kolokwium z Historii Polski zatrzymała mnie policja, oczywiście zapytano mnie gdzie mi tak spieszno więc się wytłumaczyłem że na egzamin, niestety moje tłumaczenia nie pomogły dostałem 4 pkt karne i 200 zł mandatu. Ale to nic w porównaniu z tym, że moje spóźnienie wzrosło o kolejne 20 minut. w końcu udało się dotrzeć na uczelnię ale kolokwium już dawno się zaczęło. Pukam do drzwi, wchodzę przepraszam za spóźnienie, a mój wykładowca pyta: – jak się pan nazywa?? – odpowiadam mu Rogoża Piotr a on na to: – proszę wyjść nie wiedziałem i co chodzi.. ponowiłem próbę dostania się do tej sali i napisania tego kolokwium ale niestety znowu zostałem z niej wyrzucony, nie wiedziałem o co mu chodzi już w ogóle, kolejna próba wejścia i kolejne niepowodzenie, w końcu podjąłem ostatnią próbę i jak zapytał mnie jak sie nazywam, przedstawiłem się najpierw imieniem a potem nazwiskiem, i to był klucz do całej sprawy, zostałem poproszony do sali, ale czasu już brakło do napisania kolokwium niestety, nie zaliczyłem go ale na ustnym mi już poszło o wiele lepiej , wyjechałem na poprawkę o 40 minut wcześniej:)
Piotr

Trochę wstyd się przyznać, ale moja anegdota dotycząca spóźnienia, to historia spóźnienia na własny ślub. Byliśmy bardzo młodzi. Miałam zaledwie 18 lat i chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie patrzyłam na zegarek, tylko robiłam się na bóstwo. Gdy postanowiłam upinać zakręcone włosy wybiła godzina mojego ślubu. Do Urzędu stanu cywilnego było 20 minut drogi, a włosy wciąż były nie gotowe. Ostatecznie kierownik USC dzwonił do mnie czy w ogóle mam zamiar się zjawić, bo chcą już zamknąć urząd. Dodam jeszcze, że rodzice męża w ramach pocieszenia zabrali go na lody. Ja dojechałam po pół godziny. Ślub się odbył i do dziś jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Aniela

Byłam spóźniona, a miało być zebranie z moim również udziałem. Nie odbiłam karty, jakby się jeszcze nie zorientowano (mogłam zapomnieć) i ruszyłam cichaczem do swojego biura. Oczywiście skradając się trafiłam na szefa. Tak mnie zaskoczył (bo myślałam, że już mi się udało), że całkiem zgłupiałam i zamiast się ładnie przywitać, nagle wyrwało mi się: „dobranoc”. Szef zbaraniał i patrzył chwilę na mnie i zaczął się śmiać, tak go to rozbawiło, że przez cały dzień, co mnie widział mówił mi „dobranoc”, a spóźnienia nie zauważył. Do tej pory jestem w szoku, że mi to uszło płazem 😉
Elżbieta

W zasadzie to jestem osobą strasznie spóźnialską. Często przybywam na umówione miejsce po czasie, a w efekcie kosztuje mnie to wiele stresu i tłumaczenia. Jednak moja krótka opowieść ma raczej na celu pokazanie, że spóźnialstwo czasem się opłaca. Dobrych kilka lat temu postanowiłam aplikować na studia odległe od mojego miasta o jakieś kilkadziesiąt kilometrów. Po uzyskaniu informacji o przyjęciu, musiałam zawieść dokumenty do siedziby uczelni. Zrobiłam to oczywiście ostatniego możliwego dnia. Kolejka była niesamowicie długa, a ja za 2 godziny miałam pociąg. Na kolejny musiałabym czekać do wieczora. Na szczęście kolejka minęła w miarę szybko i zauważyłam że mój pociąg odjeżdża za 10 minut! Pomimo deszczu pobiegłam na dworzec. Widząc nadjeżdżający pociąg pędziłam co sił w nogach i… poślizgnęłam się na mokrych schodach, lecąc kilka schodków w dół „na łeb, na szyję”. Obolała i zirytowana usłyszałam: „podaj rękę, pomogę ci”. Zobaczyłam sympatycznego szatyna, który stał niedaleko mnie w kolejce na uczelni. I w ten sposób, z obtartym kolanem udało mi się zdążyć na pociąg i zdobyć świetnego kumpla. Nie zostaliśmy małżeństwem, jak to bywa w komediach romantycznych, ale przyjaźnimy się do dziś.
Joanna

Nagrodzone historie (środa, 14 grudnia)

Anegdota ślubna. Może mało oryginalna, ale śmiechu była kupa… 🙂 Ślub kolegi ze studiów. Goście już czekają w kościele, para młoda spóźnia się jakieś 10 minut… W końcu przyjeżdżają. Po minie Młodej widać, że jest zdenerwowana na Młodego. Nikt nic się nie odzywa, ceremonia zaczyna się. Nadchodzi moment klęknięcia… Jakież były miny gości na ten widok! Pan młody ma przyklejone kartki do podeszwy butów, tworzące napis „ratujcie mnie”! Oczywiście Pani Młoda nie wiedziała o niczym, a zdenerwowana była tym, że młody zaspał i się spóźniał na własny ślub… Jak się okazało, w przeddzień ślubu do Młodego przyszli kumple i zrobili sobie jaja pisząc mu na naklejkach z opisem właściwego użytkowania obuwia, które znajdują się na podeszwach, owe słowa, po czym zupełnie o tym zapomnieli… Młodemu nie przyszło do głowy, by ubierając się w pośpiechu, spojrzeć pod spód butów, więc sam nie miał szans ich usunąć. Goście mieli wtedy ubaw, kamerzysta stwierdził, że tego to jeszcze nie widział, natomiast wszystko skrzętnie zapisał na płycie. Oczywiście nie obyło się bez focha Młodej, jednak świetne wesele puściło w niepamięć tę małą wpadkę. 🙂
Magdalena

W Poniedziałek miała być praca klasowa z matematyki na pierwszej lekcji. Wstałam o 7:00 ponieważ mam raptem 10 minut do szkoły.Umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie. O 7:30 wyszłam z mieszkania i wsiadłam do windy ( mieszkam w 11 piętrowym wieżowcu)naciskam przycisk, drzwi się zamknęły i zjeżdżam. Aż tu nagle brakło światła. No nic siedzę i czekam. W windzie siedziałam godzinę. Kiedy weszłam do szkoły była przerwa i po klasówce. Poszłam do nauczycielki i powiedziałam prawdę. Na to ona nic się nie stało to nie twoja wina. I tak mnie ominęła klasówka.
Karina

Na egzamin w sesji letniej spóźniła się koleżanka – studentka. Wpada zdyszana i od progu błagalnym głosem woła: – Panie profesorze, przepraszam za spóźnienie, ale zapomniałam wyłączyć żelazko. – A czy przypadkiem nie zapomniała pani bielizny? – Nie, w lecie nie noszę, panie profesorze…
Monika

Trochę wstyd się przyznać, ale moja anegdota dotycząca spóźnienia, to historia spóźnienia na własny ślub. Byliśmy bardzo młodzi. Miałam zaledwie 18 lat i chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie patrzyłam na zegarek, tylko robiłam się na bóstwo. Gdy postanowiłam upinać zakręcone włosy wybiła godzina mojego ślubu. Do Urzędu stanu cywilnego było 20 minut drogi, a włosy wciąż były nie gotowe. Ostatecznie kierownik USC dzwonił do mnie czy w ogóle mam zamiar się zjawić, bo chcą już zamknąć urząd. Dodam jeszcze, że rodzice męża w ramach pocieszenia zabrali go na lody. Ja dojechałam po pół godziny. Ślub się odbył i do dziś jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Aniela

Nagrodzone historie (wtorek, 13 grudnia)

Jakieś 3 lata temu miałem małą przygodę z dojazdem do Klienta. Pracowałem wtedy jako doradca biznesowy w Plusie i byłem umówiony z Klientem na spotkanie u Niego w biurze o 11. Jako że do biura Klienta miałem 15 kilometrów stwierdziłem że wyjadę do Niego o 10.30 i przy okazji wypróbuję świeżo nabytą nawigację Larka. O 10.30 wsiadłem do samochodu, wytyczyłem najkrótszą trasę w nawigacji i jazda. Jako że jechałem ze Szczecina do Polic i często jeździłem tą trasą myślałem że dobrze znam wszystkie drogi dojazdowe drogi dojazdowe do celu. Niestety okazało się że nie wziąłem pod uwagę jednego parametru przy wyznaczaniu trasy, zapomniałem o ustawieniu rodzaju drogi i tak się zaczęła katorga z Larkiem i Mapą Map. Zamiast pojechać przez Głębokie tak jak zawsze jeździłem pojechałem według wskazań nawigacji, niestety okazało się iż moja nawigacja postanowiła przekształcić mojego Passata w amfibię albo czołg i poprowadziła mnie przez las. Na początku trasa była w miarę przejezdna niestety z każdym kilometrem było coraz gorzej, jako że była jesień i było dosyć mokro to trasa przez las okazała niezłą pułapką,Miałem jeszcze jakieś 200 metrów do wyjazdu z lasu i 15 minut czasu żeby dojechać do Klienta gdy moja prywatna amfibia na dobre utknęła w błocie na leśnej drodze. Próbowałem podkładać jakieś połamane gałęzie pod koła żeby wyjechać lecz niestety nic to nie dało. Zadzwoniłem do Klienta że niestety trochę sie spóźnię bo mam kłopot z samochodem i zacząłem łapać kogoś kto mnie wyciągnie z tych tarapatów. Po kolejnych 15 minutach udało mi się za pomocą innego samochodu wyciągnąć moje pudło z błota i ruszyć dalej. Do Klienta dojechałem z półgodzinnym opóźnieniem ale mimo tego udało mi się wszystko u Niego załatwić.Po tej niemiłej przygodzie pozbyłem się Larka i nabyłem NaviExperta który nie sprawiał mi takich niespodzianek, jednakże teraz nauczony doświadczeniem nie ufam do końca nawigacji niezależnie kto by był jej producentem. Po prostu technika jest po to by nam pomóc a nie po to by nas wyręczać w myśleniu. Pozdrawiam wszystkich użytkowników NaviExperta i życzę samych miłych przygód przy korzystaniu z nawigacji.
Mariusz

Rano mam problemy z budzeniem mojej 5-letniej córki i pośpieszaniem jej przygotowań do przedszkola. Bywało że mówiłam,że spóźnię się przez nią do pracy i Pan kierownik mnie wyrzuci. Pewnego dnia przyszłam z nią na chwilę do pracy, a moja córka od progu mówi do mego kierownika:-A moja mama to jest fajna, co?-Fajna- odpowiedział przełożony robiąc wielkie oczy.- No to chyba nie wyrzucisz jej z roboty jak znowu się spóźni? – Nie wyrzucę- odpowiedział szef i od tej pory nie mam już argumentu na moją dziecinę
Joanna

Pewnego razu , przed wyjściem do pracy zachciało mi się jeszcze pozamiatać przed drzwiami wejściowymi. Ponieważ to był czas jesienny trochę błota nanosili inni mieszkańcy z wyższych pięter. Wzięłam szufelkę ze zmiotką, otworzyłam drzwi wejściowe i zamiatam błotko, zamiatam no i … coraz dalej odchodzę machając miotełką i w tym momencie zatrzasnęły się drzwi wejściowe do mojego mieszkania ponieważ miałam zamek zatrzaskowy. No i zostałam bez kluczy do mieszkania i telefonu. Pozostało mi tylko zapukać do sąsiadki i skorzystać z telefonu aby mąż przyjechał z pracy i otworzył mi drzwi… abym z kolei ja mogła pójść do pracy. Zdążyłam jeszcze z sąsiadką wypić kawę a później drugą z moim szefem tłumacząc się dlaczego się spóźniłam do pracy :)))
Krystyna

Zapraszamy do zabawy!


Podobne wpisy

14.08.2019 | Aktualności drogowe

Którędy na długi weekend sierpniowy?

09.08.2019 | Bez kategorii

Rusz w trasę z abonamentem NaviExpert...

06.08.2019 | Nawigacja NaviExpert

Optymalizacja tras wielopunktowych dostępna...

01.08.2019 | Po godzinach

Szukasz dobrej restauracji? Z pomocą...

16.07.2019 | Nawigacja NaviExpert

Typy tras w NaviExpert

27.06.2019 | Android

NaviExpert dla smartfonów Huawei i Honor...